Nie martw się na zapas! Rzymska historia z laktacją w tle;-)


Odkąd zaczęłam karmić piersią, cały czas przekonywałam się, że jest to sfera, którą absolutnie nie należy się martwić. Nie warto myśleć na zapas czy uda nam się karmić, zamartwiać się, ile dziecko zjadło i czy nie jest głodne, czy my mamy dobry pokarm i wreszcie jak odstawić Bąbla. Gdy odpuścimy zamartwianie, wyłączymy myślenie, karmienie po prostu się dzieję. I nie sprawia problemów. I choć doskonale to wiedziałam, i choć mówiłam o tym tak często i tak męczliwie, to ostatnio …martwiłam się bardzo;-)

Gdy okazało się, że moja druga, bliźniacza Połówka organizuje swój wieczór panieński w Rzymie, sen z powiek spędzała mi myśl o Juniorze. No bo jak tu zostawić takiego malutkiego, 15-miesiecznego bobaska na dwie noce bez cycusia;-)? Dodajmy, że od początku zakładałam powrót (po powrocie) do cycowania, wszelkie rozwiązania miały jedynie pomóc mojemu Dzidziusiowi wytrzymać od piątku do niedzieli.

Próbowałam więc  wszystkiego. Jako że me dziecię bezbutelkowe i bezsmoczkowe, musiałam zacząć od podstaw. Sama pukałam się w głowę, wpychając mu tę butlę do buzi, czując równocześnie jaki to absurd – no ale pukałam się i wpychałam dalej, bo czego się nie robi gdy człowieka przyciśnie..

 

Gdy okazało się, że wodę ciągnie jak stary;-) przystąpiłam do ataku. Zaopatrzyłam się w kolekcję mieszanek (najpierw kupiłam nan a potem bebiko, bo mówili że słodsze czy cuś – ale i tak chyba coś pomieszałam, bo miało być niebieskie;-))i jedną kaszkę hipp, którą sama bym wciągnęła, bo tak ładnie pachniała. Wyobrażałam sobie, że gdy dziecię się przebudzi, mój Małżon czym prędzej włoży mu flaszkę w dzioba i stłumi kwilenie w zarodku – a najedzony Berbeć odpłynie z powrotem w błogą krainę snu.

 

Wszystko szło świetnie. A raczej prawie świetnie, bo dzieć wodę i owszem – sam sobie z butli przechylał, ale mleka ni hu hu. Nie traciłam optymizmu, licząc po cichu że w akcie nocnej desperacji nie odróżni silikonu od piersi;-)) i wypije nawet to niesłodkie nan. Nie miałam jednak jak tego sprawdzić, bo gdy zaczynał nocne zawodzenie odruchowo sięgałam po sprawdzony arsenał, if you know what I mean;-) Przyznaję – najczęściej lenistwo brało górę nad rozsądkiem, a że ostatni czas należał do szczególnie intensywnych, nocny sen ceniłam bardziej niż zazwyczaj. W dodatku, nawet gdy trzymałam się planu, Junior wyczuwał chyba mleko pod nosem, bo nie pozwalał się inaczej uśpić. Karmiłam więc nadal i nadal się martwiłam, a czas  do wyjazdu nieubłaganie się kurczył.

Postanowiłam więc włączyć do działania Pana Tatę, który w końcu miał przejąć nocną wartę. Mój Małż jednak, jeśli chodzi o martwienie się, jest zupełnym ignorantem;-) Gdy zaproponowałam mu aktywniejszy udział w przygotowaniach, z typowym dla siebie luzem odrzekł – ,,a co ja się będę teraz martwił”. No tak. Z drugiej strony jednak skoro on się nie martwił, to ja odpuściłam – w końcu z odległości 1000 km nie usłyszę tego dobrze znanego płaczu;-)

Bilans przygotowań – jedna zamartwiająca się matka, która ,,próbowała już wszystkiego” i jeden niemartwiący się ojciec, który wszystkiego dopiero miał spróbować;-) Wyjeżdżając rzekłam do Pana Taty, że jak nie zaśnie i będzie płakał nieustannie, to niech zapali światło, wyciągnie zabawki i pobawi się w ,,dzień”. Na szczęście nie popukał się w czoło, choć ze spojrzenia wyczytałam, że niewiele go od tego dzieli;-).

****************************************************************************************

Gdy zadzwoniłam zapytać, jak minęła pierwsza noc usłyszałam, że Junior obudził się raz i po 15 minutach zasnął znowu w wózku. Drugiej nocy…nie obudził się wcale;-) A tak w ogóle to beze mnie był bardzo grzeczny, pogodny i niemarudzący..Taa. Wcale się nie zdziwiłam. Pomyślałam tylko, że muszę częściej wyjeżdżać;-)

Wnioski?

Karmienie to najbardziej naturalna, instynktowna, pierwotna rzecz na świecie – nie warto podchodzić do niej zbyt serio. Nie warto się martwić na zapas i budować w głowie scenariuszy, bo tego co się wydarzy i tak nie przewidzimy.

Życie to najbardziej naturalna, instynktowna, pierwotna rzecz na świecie – nie warto podchodzić do niej zbyt serio. Nie warto się martwić na zapas i budować w głowie scenariuszy, bo tego co się wydarzy i tak nie przewidzimy

Niepotrzebnie się martwiłam. Znowu.

Mój Małżon miał rację. Znowu.

A to znaczy, że muszę się od niego uczyć. I Wy też możecie – bo gdy martwisz się na zapas – martwisz się dwa razy;-)

 

Polub i udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *