Matka z jednym talentem.

 

 

Nie ma co się dłużej oszukiwać – jestem beznadziejną matką. Gdyby organizowali konkursy na nieogarnięcie miesiąca i rozdawali za nie nagrody – uwierzcie, byłabym bogata. Niestety nie robią i nie rozdają więc jestem tylko nieogarnięta;-)

Moje dzieci zwykle biegają boso – integracja sensoryczna i te sprawy, boho styl i hartowanie,  te pulchne paluszki, które rozkosznie wyglądają na podłodze..tja.. w rzeczywistości w moim domu nigdy nie ma skarpetek do pary – nigdy. I biedne dzieci me nawet jakby chciały, to są skazane chodzić ,,na Cejrowskiego”, albo – niezależnie od płci – popylać w rajtkach, bo trudniej je zgubić;-)

Moje biedne potomstwo chodzi także w nieuprasowanych ubrankach – z ogromnym żalem, wśród spazmów matczynego serca, przyznaję, że to nie żaden ekostyl i chęć oszczędzania naturalnych zasobów a zwykłe, pospolite lenistwo. I ( trochę dziwne – wiem;-)) przekonanie, że żelazko przypomina średniowieczne narzędzie tortur.

Z paznokciami nie lepiej… obcinam zazwyczaj dopiero wtedy, gdy któreś raczy mnie dotkliwie podrapać.

Kąpiel? W dni parzyste;-)I to wspólna. W te nieparzyste tylko szybkie szuru-buru w umywalce i wio do spania, bo matka zmęczona;-)

Do domu nie wpuszczam niezapowiedzianych gości – nawet przed kurierem czasem się chowam i wrzeszczę spod koca żeby zostawił paczkę pod drzwiami… zwyczajnie się boję, że jak otworzę drzwi, to coś go przysypie;-)

Jeśli myśleliście, że moja córka jest czasem tak dziwacznie ubrana bo z dbałością o jej kreatywność pozwalam samodzielnie się ubierać to…nope. Najczęściej zbyt późno dostrzegam, że czyste ubrania sobie wyszły (albo że się już uprały i same nie powiesiły;-)) i zmuszona jestem ostro kombinować, by strój był choć w zarysie dostosowany do pory roku;-)

 

Mogłam bym wymieniać i wymieniać dalej.. no jestem beznadziejna, wiem. Ale…jest taka jedna rzecz, w której jestem mistrzynią świata! Mam ten jeden, matczyny talent, który pielęgnuję każdego dnia.

Jestem…Królową Przytulania. Mistrzynią uścisków, tulasków i głaskań.  Moje dzieci spędzają na mnie prawie cały swój czas wolny:-)Gdzie ja – tam i one! Siadam – już siedzą na mnie, wstaję – już wiszą na szyi, idę – już czepiają się moich ramion!

Jestem jak sofa z Ikei, jak poduszki z bajki o księżniczce na ziarnku grochu, jak puchowa kołdra i kaczuszka w jednym! Serio – to prawdziwy talent! I gdy akurat Latorośle idą się gdzieś bawić, zamartwiam się, czy nie straciłam mojej mocy – ale wystarczy że się zbliżę, już wiem, że wszystko w porządku.

W dodatku – jestem jedna na sto!!! Bo gdy inne mamy szlifują pozostałe talenty, ogarniają na czas i prasują na akord, ja…rozkładam ręce. I głęboko wierzę, że ręce matki do takiego rozkładania i przytulania zostały stworzone.

Uwierz –  wszystko inne jest nieważne – nie tak ważne jak miłość. Jeśli chcesz, by Twoje dziecko było szczęśliwe, musisz nauczyć je kochać. A aby to zrobić, musisz czasem poświecić inne talenty – i rozwijać ten jeden – jak ja. Być blisko, przytulać i kochać.

 

Polub i udostępnij

5 thoughts on “Matka z jednym talentem.

  1. Nie uwierzysz, ale to zupełnie jak ja! 😀 Nie zgodziłam się tylko z punktem o niespodziewanych gościach – wpuszczam, choć nie bardzo lubię 😉 Poza tym zdarza mi się łazić z cycem na wierzchu (po co to chować, skoro i tak jest ciągle w użyciu?) 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *