Najtrudniejszy pierwszy rok. Albo trzy;-)

Gdy jakiś rok temu dostałam w prezencie cudowny i magiczny płyn do kapieli, który miał nie tylko poprawiać wygląd skóry ale także dodawać energii, pomyślałam, że to chyba żart. Kąpiel???Serio??? Kiedy ja się mam niby wylegiwać w wannie? O 25, gdy wszyscy już śpią a ja resztką sił zmuszam się, by doczłapać pod prysznic czy w czasie południowej drzemki, wypełnionej tak szczelnie całym tym domowym bajzlem jak słoik z kiszonymi ogórkami? Kapiel, dobre sobie…będę najwyżej stara i brzydka. I bez energii – ale to właściwie żadna nowość;-)

Gdy wczoraj wlałam do wanny kilka kropli granatowego olejku o kojącym zapachu paczuli, zużytego w połowie w ostatnim tygodniu, pomyślałam sobie, że wreszcie jest tak, jak sobie wyobrażałam.

Przeżyłam swoją czarną noc macierzyństwa. Pisze dziś właśnie do Was, nad którymi cały czas niebo ciemne i ponure – piszę, by powiedzieć, że jeszcze niedawno też tam byłam.
Że przeżyłam to wszystko, przepłakałam zagryzając wargi a dziś wreszcie świecie słońce!
I dla Was też zaświeci – już niedługo!

Nie wszyscy mają dzieci, które po urodzeniu albo śpią albo rozkosznie jedzą. Nie wszyscy mają dzieci, które uśmiechają się do mamy i płaczą tylko, gdy ząbkują.  Nie wszyscy mają dzieci, które można odłożyć choć na chwilę [sic!]. Problem jednak polega na tym, że gdy rodzi się Twoje dziecko, nie masz o tym pojęcia. Gdy nosisz swoją krzyczącą pociechę przez cały dzień, myślisz,że każdy tak ma (może i dobrze;-)) – zachodzisz więc w głowę, jak to możliwe że Krysia czy Marysia ze wszystkim się wyrabiają, że maluch w domu a okna wypucowane raz w miesiącu i obiad z dwóch dań codziennie. I czujesz się gorsza.  Zaglądasz na instagram a tam te rozkoszne małe stopki  na pięknych zdjęciach – i płaczesz, i wyrzucasz sobie w duchu, że taka z Cibie matka że stópek nie widzisz, tylko swoje zmęczenie. I choć są momenty, gdy trwasz w tym niemym, matczynym zachwycie, to jednak częściej czujesz, że macierzyństwo to cholernie ciężka praca. Nie zamieniłabyś jej na nic innego i kochasz to swoje dziecko najbardziej, najbardziej na świecie, i łzy Ci płyną gdy się pierwszy raz uśmiecha…ale co dzień zastanawiasz się, jak to możliwe, że większość ludzi na świecie ma dzieci[!] i że jakoś dają radę, skoro Ty – dzielna i zaradna, wytrzymała i odporna, tak często masz dość. 

I gdy ten Twój mały bąbelek – wytulony i wynoszony – staje wreszcie na własnych nogach, okazuje się, że jak jakiś kamikaze – nie ma w sobie strachu, skacze z kanapy na lampe a Ty nigdy, nigdy za nim nie nadążasz. W następnej chwili jest juz zbuntowanym dwulatkiem – i to z tych zbuntowanych, na których widok starsze Panie łapią się za głowe;-)A Ty się cieszysz – bo mimo wszystko jest trochę łatwiej, gdy dla odmiany nie zalewa Cię to cholernę zmęczenie a dzika furia. 

Cieszysz się tak bardzo, że decydujesz się na drugie dziecko. Skok na głęboką wodę? Raczej na główkę do basenu. Bo wbrew życzeniom, że drugi raz nie może być tak ciężko, ponownie przechodzisz te wszystkie fazy płaczu, kolki, noszenia i niewyspania. W dodatku stajesz na rzęsach, by Twoja starsza córka z nieustanną mamozą nie odczuła tej zmiany (haha, dobre sobie!)

Jest ciężko, ale to dla Ciebie żadna nowość. Czasami po prostu myślisz o tym, że chciałabyś zwyczajnie cieszyć się macierzyństwem, tym, że masz cudowne, mądre, zdrowe dzieci a brakuje Ci sił, bo albo młodsze płacze albo starsze wszczyna awanturę. 

I gdy właściwie godzisz się z własnym losem, nie oczekujesz już nic więcej, dzieje się to..Twoje dziecko dorasta!!! Twoje starsze dziecko – tak! – zaczyna funkcjonować w tak mądry, wspaniały, wrażliwy sposób, że Twój zachwyt nie ma końca!Patrzysz na to swoje doskonałe dziecko i cieszysz się każdą wspólną minutą! Nie dlatego, że masz takie szczęście – dlatego, że wreszcie się doczekałaś(więc jednak masz szczęście;-)) Że tęsknisz za swoim dzieckiem już na samą myśl o rozstaniu;-) I spoglądasz na swoją młodszą latorośl…z nadzieją. Bo wiesz, że się doczekasz. Bo wiesz, że za tym zakrętem czeka prosta:-) 

Drogie Mamy – głowa do góry – i jeszcze trochę cierpliwości! Wszystko mija – nawet najdłuższa żmija;-)

 

Polub i udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *