Jak się skończyły nasze problemy z usypianiem?

Cichy, ciemny pokój. Poza delikatnym szumem słychać jedynie szept i delikatny świst oddechów. Jest ciepło i spokojnie – tak ciepło i tak spokojnie, że masz wrażenie, jakbyś utknął w innym wymiarze, z którego musisz, natychmiast musisz uciec, bo jeśli nie to albo się udusisz, albo eksplodujesz. I ta jedna, powracająca myśl, która nie daje ci spokoju… – ,,kiedy wreszcie zasną”?!

Czekanie, aż potomstwo zaśnie to jedna z najbardziej frustrujących chwil wieczoru. Już, już prawie jesteś w wolna, już tak niewiele dzieli cię od rozkoszy dorosłego, prawdziwego życia, już nawet widzisz siebie przy serialu czy przy mopie (co kto woli;-)) a tu jak na złość – te małe Potwory nie chcą spać! Nie wiem nawet ile wieczorów spędziłam w ten sposób – uwięziona w łóżku z moimi zasypiającymi Berbeciami, trochę zniecierpliwiona, zazwyczaj zmęczona i zawsze uciekająca myślami do chwili, gdy wreszcie młodzież zaśnie.

 

I wiecie co – szczerze tych wieczorów nie lubiłam! Raz że czekanie po prostu mnie zabijało, dwa że mój brak spokoju zwykle przekładał się na większe problemy z zaśnięciem dzieci i wydłużał ten proces w nieskończoność i wreszcie trzy – codzienne powtarzanie tego samego schematu zniecierpliwienia powodował moja ogromną frustrację i poczucie nieszczęścia – do tego stopnia, że czasem zwyczajnie czułam złość, że ktoś zabiera mi każdy wieczór, czyli jedyny czas w ciągu dnia, który miałam dla siebie. Złość na Maluchy, że nie chcą spać, złość na świat, że taki jest niesprawiedliwy i wreszcie złość na siebie, że nie potrafię ich uśpić, że sobie nie radzę i że jestem beznadziejną matką skoro się złoszczę że nie chcą spać;-) Dziś śmiało mogę powiedzieć, że byłam na prostej drodze do obłędu – na szczęście ..no właśnie, stało się TO.

 

Leżałam jak co wieczór z moimi Maluchami – jak co wieczór opowiadałam bajkę wtulonej Laurze i karmiłam Wojtka. I jak co wieczór zaczęłam myśleć o tym, co zrobię, gdy wreszcie zasną i…nagle pomyślałam, że wcale nie chcę, by usnęli!!! Wreszcie dotarło do mnie z całą mocą, że… lubię to całe usypiania! Pomyślałam, że właściwie nie chce być nigdzie indziej, nie chcę robić nic innego, nie chcę stąd wychodzić! Ta myśl uderzyła mnie tak mocno może właśnie dlatego, że przyszła tak późno.. Problemy z usypianiem skończyły się dokładnie wtedy, gdy ja skończyłam traktować usypianie jako problem! Minęło tak dużo czasu, zanim uświadomiłam sobie, że te chwile z wtulonymi skarbami, chwile zawieszenia w rzeczywistości to tak naprawdę najczęściej…najlepsze momenty mojego dnia. Że nie ma nic, co mogłoby się z nimi równać i że nie ma takiej rzeczy, którą chciałabym robić bardziej. Że właśnie wtedy, gdy słyszę ich oddechy, gdy czuję ciepło i zapach, jestem najszczęśliwsza, bo mam ich tak blisko, bo jestem spokojna i wyciszona. Skupiona i szczęśliwa. I nie chcę być już inna.

Cichy, ciemny pokój. Poza delikatnym szumem słychać jedynie szept i delikatny świst oddechów. Jest ciepło i spokojnie – tak ciepło i tak spokojnie, że masz wrażenie, jakbyś utknął w innym wymiarze, z którego …nigdy nie chcesz wychodzić. Jest tak dobrze i tak spokojnie, jak nigdy wcześniej w Twoim całym życiu. Idealnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *